GDZIE NA NAJLEPSZE PĄCZKI W WARSZAWIE?
To pytanie, na które próbuje odpowiedzieć cały Internet, co roku, przez cały luty. Mimo, że z czasem walczymy z tym prądem coraz mocniej, to i tak raz po raz wpadamy w sidła wszystkich zdjęć i videorelacji z naszych ulubionych cukierni/piekarni. Kończy się to wtedy testami kilku albo kilkunastu pączków przed tłustym czwartkiem, żeby przemyśleć ocenę i przygotować odpowiednie materiały.
Ale w tym roku (2025) to dopiero zaszaleliśmy!
DLACZEGO PĄCZKÓW NIE JEŚĆ W "TŁUSTY"? NASZA FILOZOFIA
Jedno jednak się nie zmienia, a naszą strategię staramy się powtarzać i szerzyć co roku. Nie jedzcie pączków w tłusty czwartek!
Tydzień, przed, tydzień po, na przestrzeni całego lutego, w poniedziałek albo wtorek możecie jeść tych pączków do woli, aż brzuchy rozbolą. Dlaczego nie czwartek? To czysta matematyka i wynikająca z niej logistyka. WSZYSCY, dosłownie i powtórzymy to dwukrotnie – WSZYSCY SZYKUJĄ SIĘ NA CZWARTEK. Piekarnie rezygnują z pieczenia chlebów czy rogalików, małe bistra zamykają menu i smażą, wszyscy nakręcamy się na to nasze małe, słodkie dobro narodowe z jasną obwolutką.
Ilości idą w górę o 500%, przerabiane są tony mąki, cukru i oleju już nawet nie od godzin porannych a od środowo-nocnych. Przy tej skali żadne miejsce nie jest odporne na fakapy. Wszyscy wszystkim chcą dać jak najlepszego pączka i jak mawiała moja mama „nadgorliwość gorsza od faszyzmu”. Już nie wspominając o wszystkich tych, którzy nigdy pączków nie robili i próbują wlecieć na te pendolino hajpu. Szansa na zjedzenie czegoś bez wypełnienia bo ktoś się pomylił po 15-godzinnej zmianie, albo pączkopodobnego bo ktoś inny wziął przepis z Internetu i wyciągniętej z piwnicy 50-letniej kuchence gazowej smaży pierwszy raz w życiu pączki. Ryzyka dla naszych żołądków są niemałe.
I tu chodzi o wszystkie miejsca, również te, które my polecamy, i które mogą znaleźć się w tym tekście. Po prostu nie da się. Przerób, potrzeby, zainteresowanie jest ogromne i może przyprawić o nerwicę niejednego gastronoma. Dlatego nie róbcie tego sobie. Pokusy są duże, ale większość miejsc nauczyła się robić pączki przed. I po. W trakcie też, ale kolejki są większe niż po „te naleśniki”.
Można na spokojnie skoczyć w weekend, zjeść kilka, potem znów powtórka i powtórka i tłusty zaliczony i człowiek zadowolony!
SKORO MAMY ZA SOBĄ POGADANKĘ, TO GDZIE POLECAMY PĄCZKI?
My w tym roku umówiliśmy się na panel testowy. Preselekcja miejsc do pewniaków, lub miejsc z dużym potencjałem. Grupa panelowa pięciu osób, ponad 10 miejsc już po pierwszych selekcjach i ponad 30 różnych pączków. Smaki od najdroższych kremów pistacjowych, przez popularne patisserie z dodatkami wanilii, karmelu, po te tradycyjne z marmoladą, maliną, czy płatkami róż.
Poziom był bardzo wysoki, osobno wszystkie te miejsca bronią się smakiem. Byliśmy też pod wrażeniem prezentacji, bo w tym roku wszystkie wyglądały ładnie i apetycznie. Z roku na rok jest coraz lepiej, wybór jest coraz większy i widać rosnące doświadczenie w temacie. Niestety przy konkretnych porównaniach wiele miejsc na które liczyliśmy po prostu okazały się gorsze, a wszystkie nawet minimalne wady rosły dziesięciokrotnie. Ciekawe to było doświadczenie, szczególnie dla nas i dla naszego pojmowania smaków. Była to słodko-tłusta przygoda, bardzo pouczająca, ale prawdopodobnie nie będziemy chcieli jej powtarzać ;).
Panel pokazał też, że łatwiej zginąć w tłumie i wystarczy jeden niuans, inne ciasto albo delikatnie inny balans wypełnienia, żeby odróżnić pączka dobrego od złego, albo od wybitnego. Co uznaliśmy za wybitne?
TADAM! | Szanajcy 11 | Krechowiecka 5
Pączki ze wszech miar wybitne. Zaskoczyło nas ultralekkie i puszyste ciasto, piękne wykonanie, różnorodne wypełnienia. Ale to co nas najbardziej przekonało to równe wykonanie wszystkich pączków i smaków. Pączek pistacjowy z dwoma rodzajami past – słonym i mocno orzechowym kremem i chrupką dodającą tekstury w ustach praliną. Jest słodko-kwaśna malina z dodatkiem róży, jest jeszcze kwaśniejsza marakuja. Jest też autorska marmolada na truskawce i róży i to ta skradła moje serce (Kuba) jako the best tego co jadłem w tym roku. Jeśli gdzieś stać w kilkugodzinnej kolejce, to tutaj. A będzie gorąco, bo już pierwsze pop-up’y dwa tygodnie przed „tłustym” wyprzedawały się oka mgnieniu. Nie wiemy nawet czy będzie otwarta sprzedaż – może to i lepiej?
ZBOŻNA | SOLEC 50
Ta piekarnia na Powiślu to nasze personalne odkrycie sezonu 24/25. Jemy tu w zasadzie wszystko bez opamiętania. Musieliśmy więc spróbować też i pączków. Obawialiśmy się, że możemy być zbyt subiektywni, ale cała nasza grupa potwierdziła, że te pączki są po prostu przepyszne. Piękne, krąglutkie, klasycznie, nieprzesadzone. Bo ważna uwaga, dużo miejsc po prostu wypełnia do granic nieprzyzwoitości kremem, a przecież ciasto jest równie ważne. Tu w Zbożnej robią je po prostu takie jak mają być i się z tym za bardzo nie obnoszą. Dosłownie, bo w żadnych socialach ani zdjęciach nie znajdziecie oferty pączkowej, ale z pewnością tu będą. Będą czekać na tych co wiedzą, a Wy po przeczytaniu już wiecie. KMWTW. Kropka.
CAŁA W MĄCE | KRASIŃSKIEGO 18
Monika Walecka, dla nas i dla wielu innych Polaków, prekursorka rzemieślniczego pieczenia w Warszawie. Charakterystyczne, ciemniejsze i mocniej wypiekane słodycze i chleby. Długie fermentacje, żyjące i mówiące do piekarzy (tak sobie to właśnie wyobrażamy) zakwasy. Takie same są tu pączki, robione na drożdżach i na zakwasie. Okrąglutkie, powabne, klasyczny z różą i maliną i w wersji którą jedliśmy tego dnia, z kwaśniutkim rokitnikiem. Aczkolwiek ten ostatni zastąpiony w ofercie będzie pigwowcem. Monika z ekipą smażą pączki tylko raz w roku, ale do kolejek przyzwyczaili nas na co dzień, więc spodziewamy się tu zmasowanego ataku okolicznych pączkożerców.
PROSTA PIEKARNIA | MIŃSKA 71
Czarny koń tej pączkowej imprezy. O ile Zbożna czy Cała w Mące miały u nas wysokie oczekiwania, a Tadam! to nieposkromiony cukierniczy diament od którego wymagamy coraz więcej. To Prosta to „po prostu” lokalna piekarenka z kilkoma chlebkami i wypiekami, od czasu wprowadzające sezonowce i nowości. W jakiś dziwnie nieskoordynowany sposób kilka osób z naszej grupy testowej natknęła się na ich ubity karmel. Trochę jak popularna ostatnio ubijana ricotta, te skojarzenia z puszystą i delikatną konsystencją nas tu skusiły. I dobrze! Bo ten pączek był dokładnie taki – lekki, nadmuchany, jakby miał zaraz odlecieć w siną dal. Całe szczęście mamy dobry refleks!
PĄCZKÓW WYSTARCZY NAM DO PRZYSZŁEGO ROKU
No i tak to właśnie było. Niczego nie zatajamy, niczego nie nakręcamy. Jedzcie pączki cały rok, albo wtedy kiedy akurat Wasza lokalna cukiernia, piekarnia, bistro, babcia czy sąsiadka je smaży. Dzielcie się, cieszcie się i nie denerwujcie w kolejkach. Pączki to nasze dobro narodowe i każdy chce go trochę dla siebie, to zrozumiałe. Ale to podzielenie się z kimś pączkiem smakuje najlepiej!
Add comment